Na początek zakwas z mąki żytniej, zrobiłam go tak dużo, że musiałam go wysuszyć i w tej postaci przechować. Później zabrałam się za pieczenie, nie trzymałam się za bardzo jakiegoś konkretnego przepisu, eksperymentowałam z mieszaniem mąki w różnych kombinacjach, z przeróżnymi dodatkami, a co tam, w końcu nie jestem zawodowym piekarzem, nie muszę trzymać się ściśle receptur. Najważniejsze, ze rodzinie zasmakowały moje chlebki i to mnie zachęca do dalszej nauki w temacie chlebowym.